Ok, zatem już wiecie, że to proste. Że potrzeba tylko kilku składników. Że nie trzeba specjalistycznych naczyń ani odpowiedniej fazy księżyca. Że wystarczy domowy piekarnik, trochę dobrych chęci i parę wolnych chwil by zacząć. Zacząć piec swój pierwszy chleb!

Kilka tygodni temu miałam wyjątkową przyjemność być gościem Karoliny Głowackiej w audycji “Niedzielny obiad” w Radiu TOK FM. Rozmawiałyśmy o chlebie – o domowym pieczeniu, prowadzeniu zakwasu, inwestowaniu w garnki… Chętni mogą posłuchać naszej rozmowy:

Konkluzja naszej rozmowy była dość prosta – żeby zacząć piec chleb naprawdę niewiele potrzeba! Jeśli hamuje Was brak zakwasu, żeliwnego garnka czy doświadczenia w wyrabianiu ciasta to niech przestanie! Ze wszystkich przepisów chlebowego guru – Jeffreya Hamelmana wybrałam dla Was jeden z najprostszych! Składniki na ten chleb powinniście znaleźć w osiedlowym sklepie pod domem, nie potrzebujecie foremki ani koszyka do wyrastania – najwyżej chleb wyjdzie bardziej płaski, ale dalej będzie to chleb!

Dość wstępów, bierzemy się do roboty!

W sumie potrzebować będziemy:

* 450 g mąki chlebowej (to może być mąka 750 albo 1050 ale jak macie tylko 550 to też się nada do eksperymentów – chleb będzie jaśniejszy i delikatniejszy)
* 310 g wody
* drożdże instant – dwie łyżeczki
* 10 g soli – ok. dwie czubate łyżeczki

I TYLE! Każdy spożywczak ma to w asortymencie!

Wieczór wcześniej – na przykład w piątek – przygotowujemy zaczyn, czyli łączymy część mąki z częścią wody i odrobiną drożdży.

ZACZYN:

*225 g mąki (ok. 1 i 2/3 szklanki)
*225 g wody (ok. 1 szklanka)
*1/8 łyżeczki drożdży instant (tyle co na czubku, to naprawdę ma być szczypta!)


Składniki mieszamy łyżką, przykrywamy folią spożywczą i zostawiamy na 12-16 godzin.

CHLEB WŁAŚCIWY:

* cały zaczyn
* 225 g mąki (ok. 1 i 2/3 szklanki)
* 85 g wody (niecałe 1/2 szlanki)
* 10 g soli (2 łyżeczki)
* niecałe 2 łyżeczki drożdży

Najpierw łączymy ze sobą zaczyn, mąkę i wodę. Szybko mieszamy (na tym etapie dość niedbale, można łyżką, mikserem, czymkolwiek) i zostawiamy na 20 minut. To tzw. technika autolizy (DODATKOWY BONUS – można błysnąć mądrym słowem w towarzystwie), bez wdawania się w szczegóły – dzięki tej przerwie ciasto będzie lepiej się wyrabiać.

Po tej krótkiej przerwie do miski dorzucamy drożdże i sól, a w wyrabianie ciasta wkładamy więcej serca i pracy. W zależności od tego jaką mamy siłę i umiejętności potrwa to od kilku do kilkunastu minut. Można wyoutsourcować pracę silniejszej osobie albo wspomóc się mikserem, thermomixem czy maszyną. Ciasto powinno być elastyczne i dość zwarte. Ciasto formujemy w chlebopodobny kształt i przykrywamy ściereczką. Nie na długo…

…bo po 25 minutach odkrywamy je i składamy. To naprawdę nic trudnego! Wystarczy rozciągnąć ciasto na boki i założyć na siebie końce – tak jakbyśmy składali kartkę na trzy. Najpierw robimy w jednej osi a potem w drugiej.
O tak:

Po kolejnych 50 minutach składamy chleb ponownie i formujemy kształt naszego przyszłego bochenka. Lepiej węższy niż szerszy, bo pewnie i tak się trochę rozleje! Odkładamy na posypaną mąką ścierkę i czekamy aż nam satysfakcjonująco urośnie.

Ile czekamy? Czasem godzinę a czasem trzy. Zależy od temperatury i wilgotności w domu oraz stopnia wyrobienia ciasta.
Ile urośnie? Powinien o jakieś 30-40% zwiększyć objętość.

PIECZENIE

Piekarnik nagrzewamy do 240 stopni, a następnie go zaparowujemy – możemy psiknąć do środka piekarnika kilka razy wodą (takim spryskiwaczem jak do kwiatków) albo wstawić na dół piekarnika DOWOLNE NACZYNIE* z gorącą wodą z czajnika.

Chleb przekładamy na blachę (najlepiej szybkim rzutem) i nacinamy w dowolny sposób – dobrze sprawdzi się tu mały, ostry nóż. Nacięcia umożliwią wydostawanie się pary, dają też ładny efekt wizualny po upieczeniu.

Pieczemy 35 minut, wyciągamy, układamy na kratce (żeby chleb nie zwilgotniał od spodu). Jeśli nie macie kratki – użyjcie rusztu z piekarnika albo czegokolwiek co umożliwi dostęp powietrza od spodu.

I już!

Przepis może nie jest najkrótszy i przez to sprawia (jakże mylne!) skomplikowane wrażenie, ale to dlatego, że wzorem moich idolek – Lucyny Ćwierczakiewiczowej, Julii Child i Doroty z bloga mojewypieki.com staram się być możliwie jak najbardziej dokładna i opisywać kolejne kroki z dbałością o szczegół 😉 Jeśli jednak macie jakieś pytania – śmiało piszcie! W komentarzach albo w wiadomościach prywatnych.

Pół zjecie od razu, założymy się?


Smacznego :)!


*DOWOLNE NACZYNIE, które zniesie temperaturę 240 stopni oczywiście! To może być kokilka, foremka silikonowa, w ostateczności możecie wylać trochę wrzątku na blachę – to co prawda nie służy blachom, ale w awaryjnych sytuacjach zdarzało mi się tak robić.

Comments (12)
  1. Zrobiłam 2x taki chleb i za każdym razem nie wyszedł. Pierwszy raz wymieszałam mąki i teraz wiem że przy zmieszaniu proporcje muszą się zmienić ale za drugim razem użyłam jednego rodzaju mąki a i tak ciasto było kleiste. Co mogło pójść nie tak?

    • Hej Sylwia! Kilka razy robiłam ten chleb zanim opublikowałam przepis i ręczę, że proporcje są ok. Czy odważasz składniki? To zazwyczaj pewniejszy sposób niż odmierzanie objętościami. Z mąką pszenną wyższego typu powinno się też lepiej pracować niż ze zwykłą tortową (choć i z taką robiłam). Generalnie ciasto chlebowe, podobnie jak ciasto drożdżowe, często na początku mocno się lepi, nie ma na to innej metody niż uporczywe wyrabianie, to czasem kilka – kilkanaście minut intensywnego ugniatania, po którym dzieje się magia i ciasto zaczyna zachowywać się lepiej. Warto na początku skorzystać ze wspomagania miksera albo innej osoby 🙂 Powodzenia!

  2. Pingback: Jak wyhodować własny zakwas i nie zwariować? - zabawy jedzeniem

    • Na zaczyn dobrze gdy ma temperaturę ciut cieplejszą niż pokojowa (ok. 40 stopni), na chleb może być w temperaturze pokojowej. Pieczemy góra-dół albo z termoobiegiem! Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *