Długo trzeba było czekać na kolejny przepis, oj długo! Nastały jednak okoliczności wymagające działań zdecydowanych, przepisów prostych, wyjaśnień szczegółowych. Nastał czas izolacji, siedzenia w domach, walki z wirusem i przegrzewania piekarników. Nastały narodowe GLUTENALIA! Odzew po tym gdy wrzuciłam ten przepis na instagrama zdumiał mnie i uradował – w ciągu dwóch tygodni dostałam kilkadziesiąt zdjęć Waszych pięknych chlebów. Niech niesie się dalej! Ten chleb naprawdę świetnie nadaje się na początek przygody z domowym pieczeniem – nie wymaga wiele pracy, potrzebuje za to czasu i cierpliwości!

Inspiracją do przypomnienia przepisu na TEN chleb były powszechne problemy z dostępem do drożdży. Pomyślałam, że jeśli już ktoś zdobędzie cenną kostkę czy saszetkę to pewną rozrzutnością byłoby zużywanie wszystkiego na jeden wypiek. A tutaj – wystarczy szczypta by upiec piękny i apetyczny bochen! Na początek wariant podstawowy i dwa sposoby pieczenia, a na koniec jeszcze druga wersja, z dodatkiem ciemniejszej mąki. Jeśli krok po kroku chcecie zobaczyć jak ja robię taki chleb to nie ma wyjścia – musicie iść na instagrama! Na moim profilu [klik] znajduje się wyróżniona relacja z przepisem.

Przepis na ten chleb pochodzi z nowojorskiej piekarni Sullivan Street Bakery.
W 2006 roku został opublikowany w rubryce kulinarnej New York Timesa i zrobił prawdziwą furorę – jest jednym z najpopularniejszych przepisów w historii tej kultowej kolumny. W czym tkwił sekret? Między innymi w nazwie, która sama w sobie była obietnicą prostoty: NO-KNEAD BREAD czyli chleb niewymagający wyrabiania.

SKŁADNIKI:
– 3 szklanki mąki pszennej*
– 1,5 szklanki wody
– szczypta suszonych drożdży – 1/4 łyżeczki**
– łyżeczka soli z małą górką

*osobiście najbardziej lubię mąkę chlebową, typ 650, 750 lub 1050 ale nie ma co wybrzydzać – z luksusową też wyjdzie. Im niższy typ mąki tym ciasto w smaku bardziej będzie przypominało bułkę.

**jeśli korzystacie ze świeżych drożdży to weźie ilość odpowiadającą łyżeczce do herbaty i zróbcie zaczyn z części wody z przepisu (niech będzie ciepła) i ekstra łyżki cukru, zostawcie na kilkanaście minut do spienienia, a potem dodajcie resztę składników

Wszystkie składniki w miarę dokładnie mieszamy ze sobą w misce – można łyżką, można mikserem, można maszyną do chleba, dopuszczalny jest też outsourcing mieszania w obrębie domostwa (‘weź mi to wymieszaj to Ci upiekę chleb’). I to by było na tyle. Przykrywamy miskę folią spożywczą i zostawiamy na blacie, w dość ciepłym miejscu na ok. 18 godzin (minimalny czas fermentacji to 12 godzin, max to moim zdaniem 24).

Dalsze postępowanie zależy od tego jakie naczynia do pieczenia mamy w domu! Osobiście jestem wielką fanką żeliwnych garnków – pieczenie chleba w uprzednio nagrzanym garnku daje fantastyczne efekty, ale chleb tą metodą można upiec też w naczyniu żaroodpornym. To będzie scenariusz nr 1.
Jeśli nie macie takich naczyń – chleb możecie upiec w aluminiowej albo metalowej foremce. To będzie scenariusz nr 2!

SCENARIUSZ NR 1 CZYLI MAM ŻELIWNY GARNEK
(ALBO NACZYNIE ŻAROODPORNE Z POKRYWKĄ)

Szykujemy sobie jakiś koszyczek do wyrastania zbliżony kształtem do naczynia, w którym będziemy piec chleb. Dobrze żeby powietrze dochodziło od spodu (jeśli nie macie koszyków do chleba polecam sitka i durszlaki)! Wykładamy je bawełnianą ściereczką i sypiemy mąką.

Ciasto (jest dość rzadkie i lejące – spokojnie, tak ma być) wyrzucamy na solidnie obsypaną mąką stolnicę i nie mniej solidnie obsypanymi dłońmi składamy chleb – nakładamy na siebie ciasto z dołu, z góry, z boku, trochę jakbyśmy składali kartkę kilka razy na trzy (z obu stron ;). Potem formujemy chlebopodobny kształt i układamy go w naszym naczyniu do wyrastania na ściereczce. Delikatnie przykrywamy drugą ściereczką by nie obsychało. Zostawiamy na 2-3 godziny w ciepłym miejscu, aż zwiększy objętość mniej więcej dwukrotnie.

Do piekarnika wstawiamy zimne naczynie/garnek z pokrywką i ustawiamy temperaturę na maksa (w większości piekarników nad Wisłą to 250 stopni). Po ok. 30 minutach zdejmujemy pokrywkę (uwaga, gorące) i przerzucamy do środka nasz wyrośnięty chleb. Może się przykleić do ścierki, może się przekrzywić, może opaść – trudno! Wyjdzie i tak, najwyżej bardziej płaski! Nacinamy go z wierzchu (żeby powietrze miało którędy uciec, inaczej pęknie w przypadkowym miejscu). Obniżamy temperaturę do 230 stopni i pieczemy pod pokrywką 30 minut, a potem jeszcze 15 bez.

SCENARIUSZ NR 2 CZYLI MAM TYLKO ALUMINIOWĄ FOREMKĘ
(NA PRZYKŁAD KEKSÓWKĘ)

Tu sprawa jest dużo prostsza. Foremkę smarujemy delikatnie masłem/olejem i obsypujemy otrębami albo bułką tartą. Chleb składamy tak samo jak
w scenariuszu nr 1, a potem przerzucamy go do foremki, przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia. Gdy podwoi objętość wstawiamy do nagrzanego do 230 stopni piekarnika i pieczemy ok. 40 minut. Jeśli zanadto się rumieni to przykryjcie folią aluminiową. Piekarnik dobrze jest zaparować – na przykład psikając do środka wodą albo wstawiając na dół małe naczynie z wrzątkiem.

Niezależnie od scenariusza – chleb wyciągamy z formy od razu po upieczeniu (uwaga, parzy!), odstawiamy na kratkę (może być ruszt z piekarnika postawiony na blacie – coś co umożliwi cyrkulację powietrza)
i CZEKAMY AŻ WYSTYGNIE. Nie kroić gorącego, bo przyjdzie Wasza babcia
i op$#%li wyrazi dezaprobatę.


***WARIANT Z MIESZANĄ MĄKĄ I SŁODEM***

Dokładnie te same zasady, trochę inne składniki, bardzo fajny efekt!

SKŁADNIKI:
– 2 szklanki mąki pszennej
– 1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej/orkiszowej
– 1,5 szklanki wody
– szczypta suszonych drożdży – 1/4 łyżeczki**
– łyżeczka soli z małą górką
– łyżeczka miodu/syropu klonowego/syropu cukrowego

Mieszamy dokładnie, zostawiamy pod przykryciem na noc i dalej tak samo jak z poprzednim! Smacznego!

WIWAT NARODOWE GLUTENALIA!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *